...
Jedzenie intuicyjne – czy naprawdę jest utopią?
Od dłuższego czasu toczy się gorąca dyskusja o jedzeniu intuicyjnym. Coraz więcej specjalistów skłania się ku temu podejściu – i teoretycznie brzmi to jak najbardziej słuszny kierunek. W praktyce jednak wielu uważa, że to niemożliwe, że to idea oderwana od rzeczywistości.
Ja też przez długi czas myślałam, że najtrudniejsze w jedzeniu intuicyjnym jest rozpoznanie sygnałów głodu i sytości – „posłuchanie swojego ciała”. I zgadzałam się z tym w stu procentach.Dziś – po latach doświadczeń, także tych bardzo trudnych – patrzę na to inaczej.
Bo o jedzeniu intuicyjnym zazwyczaj mówi się tak, jakby ciało było zepsute: że biochemia zaburzona, że sygnały głodu nie działają, że jak mamy ochotę na słodkie, to znaczy że intuicja jest „zła”.
A ja coraz częściej widzę, że to nie takie proste.
Może to nie intuicja jest zaburzona. Może to my źle ją interpretujemy.
Organizm nie komunikuje wprost:
– brakuje ci witamin B, zjedz pestki.
Nie zna języka składników odżywczych, tabel makro i składu produktów.
Organizm kieruje się jedną nadrzędną logiką:
utrzymać ciągłość życia jak najprostszym sposobem.
Jeśli najprostszą drogą dostarczenia energii są słodycze – ciało popycha nas w ich stronę.
Nie dlatego, że „intuicja jest zepsuta”, tylko dlatego, że tak działa instynkt przetrwania.
Jeśli ktoś pije piwo, bo organizm „podpowiada”, to przecież ciało nie powie:
– hej, zjedz drożdże, tam są witaminy B.
Ono korzysta z tego, co zna, co jest dostępne, co kojarzy się z szybkim efektem.
Czasem słodkie to po prostu szybka energia potrzebna do walki ze stresem czy traumą.
Czasem tłuszcz to sposób organizmu na uzupełnienie zapasów i poczucie bezpieczeństwa.
To dlatego po przeżyciu silnego stresu czy traumy nie miałam siły walczyć ze sobą – i jadłam tylko to, czego ciało się domagało. A gdy zmieniłam środowisko i wyszłam z trybu walki, ochota na słodkie zniknęła sama, z dnia na dzień. Bez silnej woli. Bez kontroli.
Dlatego coraz częściej myślę, że intuicyjne jedzenie nie jest „zdrowym jedzeniem” ani „pierwotnym sposobem żywienia”.
To raczej proces uczenia się słuchania tego, czego naprawdę potrzebujemy – nawet jeśli czasem wybory są niezdrowe.
Bo organizm nie dąży do szczupłości.
Organizm dąży do przetrwania.
I czasem wybiera najprostsze narzędzie, jakie ma pod ręką – nawet jeśli nie jest idealne.
Klucz tkwi nie w osądzaniu sygnałów, lecz w ich rozumieniu:
– dlaczego chcę tego pączka?
– czego tak naprawdę potrzebuję?
To połączenie intuicji z wiedzą i świadomością.
Nie uważam, że intuicyjne jedzenie to utopia.
Uważam, że to droga – moze i trudna, długa i wymagająca.
Ale wtedy przestaje być walką z własnym ciałem, a zaczyna być dialogiem.
Dlatego sygnałów płynących z ciała nie należy traktować dosłownie, ale jako informację wymagającą kontekstu. Jedzenie intuicyjne nie polega na bezrefleksyjnym podążaniu za ochotą, lecz na umiejętności rozpoznania, co tak naprawdę kryje się pod danym sygnałem i jak najlepiej odpowiedzieć na realne potrzeby organizmu.
Anna Podlewska
Formularz zapisów na kobiece wyzwanie intuicyjnego jedzenia, ruchu i pracy z emocjami.
Wypełnij go, jeśli chcesz dołączyć do wspólnej podróży, w której odzyskujemy lekkość, uczymy się słuchać ciała i wspieramy się w kobiecym gronie. 💛
Jeśli natomiast potrzebujesz więcej informacji, skontaktuj się z nami:
mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
telefon: +48 507 728 971 lub +44 7541180030
strona: www.fitdruzyna.pl
